Przypominamy poniżej legendę o Komesie Mateuszu i skale Krzywy Sąd – warto ją znać, rozumiejąc jednocześnie że węże nie są aż tak straszne jak przedstawiane są one w legendach.
W zamierzchłych czasach znanych nam dziś już tylko z legend, rozległą i bogatą podkrakowską wsią Morawica władał potężny pan – komes Mateusz. Jego ziemie były urodzajne, lasy pełne zwierzyny a lud opływał we wszelkie dostatki. Mateusz mieszkał we wspaniałym zamku wzniesionym przez jego przodków – możnych panów pieczętujących się herbem Topór. Pewnego dnia pan Morawicy urządził w okolicznych lasach polowanie, w którym udział wzięli jego przyjaciele, dworzanie i służba. W pogoni za rosomakiem gospodarz oddalił się od swych towarzyszy, a gdy zwierz ukrył się w leśnej gęstwinie pobiegł za nim pieszo, oddając konia pod opiekę swego wiernego giermka. Pnąc się po stromym zboczu doliny usianym przepaścistymi skałami, kolczastymi zaroślami i ogromnymi pniami powalonych drzew, Mateusz dotarł w końcu do jaskini, w której ukrył się drapieżnik. Po uśmierceniu ofiary rycerz miał już wyjść z groty ze swym trofeum, gdy w promieniach zachodzącego słońca oświetlającego wnętrze pieczary dostrzegł żelazne drzwi, a w ich zamku ogromny klucz. Komes przekręcił go z najwyższym trudem, a gdy zardzewiałe wrota otwarły się ze zgrzytem, jego oczom ukazały się nieprzebrane skarby – lśniące stosy złota i drogich kamieni. W tej właśnie chwili do pieczary wszedł jednak niespodziewanie giermek Mateusza. Sługa, który niepokojąc się o swego pana ruszył mu z pomocą, odkrył mimo woli tajemnicę komesa, stając się dla niego niewygodnym świadkiem. Chciwy Mateusz, który cały skarb chciał zagarnąć tylko dla siebie, postanowił więc jak najszybciej pozbyć się poddanego by na wieki zamknąć mu usta. Rychło pojawiła się też sposobność by to uczynić, pańskiego rumaka pozostawionego w lesie bez opieki rozszarpał bowiem niedźwiedź. Komes natychmiast obarczył swego giermka winą za utratę konia i w pospiesznie urządzonym sądzie bez skrupułów skazał go na śmierć. Nie bacząc na prośby wielu spośród swych przyjaciół, którzy stanęli w obronie sługi, pan Morawicy kazał zawiązać mu oczy i strącić z wyniosłej skały górującej nad doliną, w której odbywało się polowanie. Zanim niesprawiedliwy wyrok został wykonany, stojący na skraju przepaści młodzieniec zdążył jednak przekląć Mateusza, przepowiadając komesowi sromotną śmierć oraz wyginięcie całego jego rodu.
Po egzekucji Pan Morawicy nie chciał dosiąść żadnego konia i udając smutek po utracie ulubionego rumaka oświadczył, że wróci z polowania pieszo. W drodze do swego zamku nastąpił jednak na żmiję, która ukrywała się wśród opadłych wczesną jesienią liści. Rozjuszony gad uniósł wysoko głowę i ukąsił Mateusza tuż pod kolanem. Dwa dni później komes zmarł tocząc pianę z ust i majacząc w gorączce. Ksiądz sprowadzony do konającego możnowładcy twierdził, że pan Morawicy wyznawał na łożu śmierci swe grzechy prosząc Boga o przebaczenie i czyniąc nabożne fundacje. Nic nie mogło już jednak zatrzymać klątwy rzuconej przez giermka, która właśnie zaczynała się spełniać. W przyszłości miała ona wygubić całe plemię komesa i doprowadzić do ruiny budowle wzniesione przez członków jego rodu. Skarb odnaleziony przez Mateusza przepadł na wieki, dostępu do niego strzeże ponoć jadowita żmija chroniąca kosztowności przed pragnącymi je zdobyć śmiałkami. Do naszych czasów przetrwał jedynie niemy świadek opisanych wydarzeń – wyniosła skała stercząca wysoko ponad doliną, w której odbyło się nieszczęsne polowanie. Przez mieszkańców wsi Aleksandrowice położonej u jej podnóża od niepamiętnych czasów nazywana jest ona Krzywym Sądem.
Legendę o komesie Mateuszu i skale Krzywy Sąd znaleźć można w książce Macieja Stępowskiego zatytułowanej „Opowieści o Tenczynie”