Od kilkunastu miesięcy ważą się losy jednego z najpiękniejszych zakątków Małopolski – terenów leżących na pograniczu Rudniańskiego i Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Trwa walka pomiędzy wielkim kapitałem szukającym dogodnego miejsca na ulokowanie swojego biznesu i obrońcami lokalnej tradycji, ładu architektonicznego i wspaniałej przyrody – ogromnego bogactwa które fachowo nazywane jest krajobrazem kulturowo-historycznym.
Stowarzyszenie Ratuj Tenczyn kilkakrotnie pisało już o planach industrializacji północnej części Gminy Alwernia forsowanych przez tamtejszy samorząd. Wiążą się one z budową 3 ogromnych hal produkcyjnych o łącznej powierzchni 18 hektarów, zlokalizowanych na terenach łąkowych znajdujących się w odległości niewiele ponad 1500 m w linii prostej od zamku Tenczyn w Rudnie.
Realizacja tego projektu stanowiła by daleko posuniętą i nieodwracalną ingerencję w cenne przyrodniczo tereny, powodującą zmianę ich charakteru z łąkowo-leśnego na industrialny. Obszar stanowiący przedpole widokowe z zamku Tenczyn w Rudnie został by przeobrażony w strefę przemysłową, kolidującą z otoczeniem nie tylko wizualnie, ale również generującą wzmożony ruch ciężarówek, hałas i zanieczyszczenie świetlne nocą.
Pomimo fal protestów przeciw tej inwestycji prowadzonych przez mieszkańców północnych rejonów gminy Alwernia oraz składanych przez nich formalnych wniosków w tej sprawie, proces administracyjny mający na celu umożliwienie realizacji projektu nadal postępuje. Samorząd Gminy Alwernia w stosunku do swoich mieszkańców zachowuje się jak przedstawiciel inwestora lobbujący przedsięwzięcie. Władze Gminy Krzeszowice odrzuciły wniosek dotyczący ochrony terenów leżących na jej pograniczu z Gminą Alwernia. Zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego Gminy Alwernia pozwalające na przeprowadzenie inwestycji pozytywnie zaopiniowali zarówno Marszałek Województwa Małopolskiego (w swojej opinii stwierdził, że hale produkcyjne powinny być zbudowane z lokalnych materiałów takich jak kamień i drewno) jak i Małopolska Wojewódzka Konserwator zabytków (ta sama, która w swym ostatnim wywiadzie nazwała krakowian sprzeciwiających się betonowaniu miasta przez zagranicznych celebrytów „zaściankowymi”).
Tym sposobem mieszkańcy nie znaleźli żadnego oparcia w publicznych instytucjach, które zamiast dbać o ich dobro i stan środowiska, odwróciły się od niewygodnego tematu wymawiając się brakiem podstaw prawnych do podjęcia działań.
W związku z publiczną debatą na temat planowanej inwestycji, jaka odbyła się w Urzędzie Miejskim w Alwerni w dniu 2 grudnia br., przez media przeszła fala artykułów i komentarzy.
Obserwując dotychczasowy przebieg tej sprawy trudno oprzeć się wrażeniu, że wśród samorządowców i urzędników na wszystkich szczeblach władzy panuje obecnie przeświadczenie, iż rozwój gospodarczy związany jest przede wszystkim z rozwojem przemysłu i że jest to jedyny słuszny kierunek, w którym należy podążać. Hasło „po pierwsze gospodarka” powoduje, że pojawienie się potencjalnego inwestora stawia wszystkich urzędników na baczność i sprawia, że działają oni pod jego dyktando bez oglądania się na nieodwracalne straty jakie my, całe społeczeństwo, możemy ponieść. Samorządowcy forsujący pomysł inwestycji nazywają więc tereny o których mowa nieużytkami, tak aby obniżyć w oczach społeczeństwa ich rangę i zdeprecjonować ich wartość. Tymczasem jest to cenny przyrodniczo obszar z bogatą bioróżnorodnością ukształtowaną przez wieki, dzięki pracy pokoleń lokalnych mieszkańców wykorzystujących go rolniczo w harmonii z naturą.
Decydenci zapominają, że w obecnej dobie gwałtownych zmian środowiskowych zarządzanie państwem/regionem/gminą to także ochrona przyrody i lokalnych tradycji. Wydają się być zamknięci w zaściankowym i nie przystającym do dzisiejszych czasów przeświadczeniu, że rozwój gospodarczy regionu to jedynie toporna industrializacja. A przecież gospodarka to również turystyka i usługi wokół niej zbudowane. Ich wartość dodana stanowić może doskonałe źródło dochodów generowanych z poszanowaniem lokalnej przyrody i historii.
Błędne jest więc twierdzenie, że skoro przy wszystkich węzłach komunikacyjnych na autostradzie A4 powstają centra gospodarcze (w sensie budowy przemysłu) to podobnie powinno być i w Rudnie. Unikatowa kombinacja zasobów historyczno-przyrodniczych jakie posiada obszar w sąsiedztwie węzła Rudno może być bowiem realnym źródłem dochodów tego terenu, dodajmy terenu znajdującego się w bliskiej odległości gęsto zaludnionych aglomeracji Krakowa i Śląska. Do tego trzeba by jednak kreatywności lokalnych samorządów, a także woli ich współpracy. Zamiast tego forsowane są rozwiązania nie pasujące do regionu i powielające w bezrefleksyjny sposób to co robią inni.
Fakt, iż część właścicieli prywatnych działek, nie będąc świadomymi przyrodniczego znaczenia tych terenów, chce je sprzedać pod zabudowę przemysłową, nie oznacza że należy spełniać ich oczekiwania w kwestii planu zagospodarowania terenu. Rolą sprawnie działającego samorządu, a także instytucji dbających o nasze dziedzictwo historyczne i przyrodnicze, jest bowiem skutecznie zadziałać w takiej sytuacji w interesie nas wszystkich. Ze względu na to, iż owe północne obrzeża Gminy Alwernia skupiają bezcenne walory, należy je chronić i te właśnie walory wykorzystywać i rozwijać.
Bardzo przykre jest więc to, że ostatnim obrońcą pogranicza gmin Krzeszowice i Alwernia stał się nieoczekiwanie gniewosz plamisty. Dokładne badania przyrodnicze wykazały, że ten niezwykle rzadki gad występuje dość licznie na tych właśnie terenach, rozmnaża się, a jego populacja jest stabilna. Zwierzę to jest pod ścisłą ochroną, podobnie powinno być z obszarami na których żyje. Dzięki jego obecności na Zakrzówku udało się ograniczyć zakusy deweloperów na tą cześć Krakowa. Szkoda jednak, że dysponując tyloma urzędami i instytucjami, które powinny troszczyć się o nasze wspólne dobro, mieszkańcy gminy Alwernia muszą uciekać się do tak desperackich argumentów jak występowanie na ich terenie niewielkiego gada. Tylko on pozostał w obronie naszego dziedzictwa przed destrukcyjną działalnością wielkiego biznesu który za nic ma nas i nasze wspólne wartości.
Burmistrzyni widzi pieniądze między Rzeszowem a niemiecką granicą.Przyroda jest najważniejsza i tego nie jest w stanie zrozumieć.Kolejny raz się ośmiesza.